Skip to content

The Bli(m)p Case

Co jakiś czas pojawia się w polskim internetowym undergroundzie “głośna” sprawa. Czasami jest to przypadek z pogranicza copy&paste bez podania źródła inspiracji (casus WM vs. KU/MCP), czasami redesign witryny polegający na kopii 1:0,99 szablonu graficznego innego portalu (kocioł ze spiegel.de, yahoo.pl, wp.pl i każdym chyba większym serwisem, na który są zwrócone przenikliwe i porównawcze oczy Obserwatorów Internetu), czasami zbyt daleko posunięte podobieństwo w funkcjalności… a ostatnio ewidentna inspiracja cześciowo wypromowanymi ale nieeksploatowanymi nazwami.

spokojnie to nie jest reklama tylko dowód w sprawie

Pomimo ewidentnego naruszenia zasad etyki, dobrego smaku sprawy te podgrzewają krew ograniczonego grona (nomen omen) i NIESTETY wszelkie wnioski nie mają przełożenia na uświadomienie wiekszego ogółu (w tym zakresie dość wiele dzieli “rzeczywistość rzeczywistą” i rzeczywistość internetową). Internetowe Dziennikarstwo Obywatelskie w tym zakresie śpi… woli pisać o wykrzywionym trzepaku na swoim podwórku i o tym, że koty nie mogą się na nim przechadzać niż o takich złych praktykach, więc nikt kto posiada realną władzę (np. odpowiednia ilość użytkowników, inwestor) nie powie DOŚĆ… praktyki są kontynuowane.

Internet i działalność w nim jest biznesem jak każdy inny – OD DAWNA. Wykorzystanie cudzego szumu, podszywanie się pod cudzą nazwę, brand….to standard. Stado pasjonatów, dyskutantów, fanatyków internetu, wśród których są ludzie z napuchniętym nosem od wywąchiwania ewentualnej koniunktury i potencjalnego popytu to również standard. To pewnie dlatego na imprezach typu “opowiedz o swoim projekcie a pomożemy Ci znaleźć inwestora” najcześciej promuje się biznes już istniejący i cykliczność takich imprez jest delikatnie mówiąc niecykliczna.

W tym co zrobili Grono.net jest trochę naiwności – czy zysk na szumie, który raczej i tak nie obejmował Gronowiczów nie będzie czasem 1000 mniejszy niż liczne negatywne komentarze? Czy grono.net będące największym ale nie jedynym powinno tak ryzykować? W całym akcie jest też trochę sprytu. Nazwa Blimp jest oczywiście jawnie inspirowana nazwą Blip rozgłaszaną tu i ówdzie przez Autora Projektu – Marcina Jagodzińskiego. Blimp i Blip są też skrótem nazwy opisowej-jakby logicznej dla wykonywanej czynności (bardzo lubię informować /moich/ przyjaciół)… W przypadku Grono.net samo tworzenie konfliktowego skrótu może być przerzucone na użytkowników i niekoniecznie narzucane przez właścicieli czym samym wszelkie konkretne zarzuty, ew. kroki prawne mogą być bardzo trudne w realizacji.

Stało się…

Każde nawet najgorsze doświadczenie jest tyle warte ile mądrości z niego wyciągniemy na przyszłość. Jeśli wyciągniemy wiele głębszych wniosków (tzn. wykraczających poza uznanie predystynacji, która ciąży nad nami zawsze i wszędzie) to złe doświadczenie może być bardziej wartościowe niż to niosące coś pozytywnego (bo to złe doświadczenie DZISIAJ może pozwolić nam obronić się przed czymś większym JUTRO kiedy nasze życie będzie bardziej ustabilizowane i zdeterminowane i będzie nam potrzebna bardziej mniejsza liczba wpadek niż większa liczba sukcesów).

Każdą niezakorzenioną w świadomości porażkę można wykorzystać i uczynić z niej praktyczny sukces. Jak tego dokonać?

W przypadku omawianym to coż… Dlaczego nie uznać, że ten kanibalizm nazw będzie w rzeczywistości symbiozą? Czy Szanowni Gronowicze nie będa mieli ułatwionej percepcji nazwy i funkcjonalności BLIPa.PL? Czy to, że wzorowała się na nazwie Blipa sama Wielka Winnica nie można wykorzystać w PRze? Można, trzeba, nie ma wyjścia.

“Mądrość FFU”

  • Tworzenie internetowego projektu to jak rodzenie sobie dziecka. Zmienia się życie. Jesteśmy zakochani w wizualizacji przyszłego sukcesu i już teraz chcemy dzielić ten nadchodzący sukces z innymi. Zapominamy o wilczej naturze dzisiejszego świata. Cholernie ciężko nie wygadać się, nie napisać o swojej genialności na własnym blogu… wstrzymywać się przez długie miesiące.

    Niestety zbytnie nagłaśnianie własnych inicjatyw w zbyt wczesnym etapie ich tworzenia nie popłaca.


  • Informacje mają swój cykl życia… a może to zdolność ludzi do wsłuchiwania się w jeden ton ma pewne ograniczenia….

    Osobiście nie jestem za tym aby o swoich pomysłach (nawet jeśli nie są w 100% oryginalne) rozgłaszać wszem i wobec zanim jest to w pełni bezpieczne lub PRowo i marketingowo uzasadnione. Czyli przynajmniej do czasu beta-testów kiedy projekt można teoretycznie uruchomić w każdej chwili (ew. narażając się na krytykę niedoskonałości rozwiązania). Bicie medialnej piany, której nie można podbijać (bo ciężko to robić bez konkretnych środków i ludzi) to ewidentny błąd, który chyba każdy musi popełnić, żeby wyrobić w sobie dyscyplinę (nie)informowania :)

  • Trzeba być liderem do samego końca

    Przede wszystkim, nie należy się dziwić i robić z siebię ofiary cudzej pazerności. Pazerność zawsze była i będzie – to stały składnik niedojrzałej, obudzonej po wieloletnim tłamszeniu, przedsiębiorczości. Dziwienie się daje zły obraz (szczególnie w kontekście prowadzonych rozmów z Inwestorami). Dzisiaj powinniśmy przeciwdziałać albo udawać, że “to dobrze że tak się stało” nawet jeśli dla większego ogółu oczywistym jest, że stało się źle. Uczmy się od Polityków. Nawet wbrew własnej naturze trzeba kreować się na lidera, który wszystko przewidział i ma przygotowane kilkanaście planów działania na wypadek nawet najmniej prawdopodobnej sytuacji. Jeśli Autor – lider projektu – daje do zrozumienia, że grunt się lekko obsuwa to kto ma tchnąć wiarę w Inwestorów, opinię czy użytkowników że tak nie jest?

W całej sprawie najsmutniejsza jest klasa PR’u jaką pokazało Grono.net (a właściwie firma której zlecono działania w tym zakresie). Czy jest jeszcze miejsce na PR a’la walnięcie w twarz? Czy obecne czasy nie wymagają większej subtelności (= czy Internauci są w stanie jeszcze zaakceptować nachalność w informowaniu)? W kontekście całego Grona… mini-twitter, pseudo-blip to drobny dodatek do ogólnej funkcjonalności – spamowanie blogów osób, które kibicują Marcinowi w realizacji swojego projektu jest wyrazem zakorzenionego i wyrachowanego chamstwa. To tak jakby powiedzieć Wy tu gadugadu a my to zrobiliśmy. Niestety nie ominęło to również tego bloga choć wydawało mi się że powinien być ostatnim celem pseudoPRowców.

Dokąd zmierzasz, Internecie?

{ 4 } Comments

  1. hazan | 30.04.2007 at 02:20 | Permalink

    Świetny komentarz, miałem podobne przemyślenia co do całej tej sytuacji. Zastanawia mnie jedna rzecz czym kierowała sie osoba po stronie grona tworząc pod serwis o takiej nazwie – nie chce mi się trochę wierzyć iż zrobili to dlatego iż Marcina serwis był już rozreklamowany (bo z całym szacunkiem dla Marcina ale to nie ta skala popularności).

  2. ADMIN | 30.04.2007 at 03:23 | Permalink

    Dzięki.

    sprawa – w tym kontekście-również wydaje mi się tajemnicza. Może to jakieś kwestie osobiste… może cios za dawną krytykę? nie wiem… może sam Marcin nie wie.

    uszanowanie.

  3. Marcin Jagodziński | 30.04.2007 at 09:06 | Permalink

    Nie mam zielonego pojęcia, chociaż mam pewne domysły.

    Jedno jest pewne: piszesz, że blip był trochę rozreklamowany. Ale tak jak po tej akcji, to jeszcze nie był.

    Blip to po angielsku świecący punkt na radarze, pokazujący położenie danego obiektu.

    Blimp to sterowiec, ale też określenie przygłupiego nacjonalisty.

  4. Anonim | 30.04.2007 at 13:40 | Permalink

    Moim zdaniem wynika stąd prosta dygresja – siedzieć cicho aż się nie pokaże własnego, działającego projektu.
    A wszystkie spotkania typu `opowiedz nam o swoim genialnym projekcie` zawsze śmierdziały mi wyciąganiem dobrych pomysłów zupełnie za friko.

Post a Comment

Your email is never published nor shared. Required fields are marked *