Skip to content

Newslettery, podcasty i prezentacje we Flashu do śmietnika…

Chris Baggott, ekspert od e-mail marketingu prowadzący niezwykle treściwy blog opublikował ostatnio wpis zawierający klip multimedialny pochodzący z serwisu YouTube i zadał pytanie czy właśnie to nas czeka…

Nie poświęcając kilku minut na zobaczenie materiału można by pomyśleć, że Chris dopiero teraz odkrył niesamowitą popularność serwisów gromadzących i pozwalających każdemu oceniać tysiące dowodów twórczość zwykłych Internautów… i doznał iluminacji (jest to przecież możliwe jeśli ktoś analizuje trendy w e-mail marketingu wydającym się dość odległą kategorią w stosunku do serwisów społecznościowych). Nic bardziej mylnego.

Jak się okazało klip to majstersztyk marketingu wirusowego stworzony przez profesjonalistów a nie tysięczna parodia “i’m a barbie girl” zarejestrowana na kamerze telefonu komórkowego. Postawione przez Chrisa Baggotta pytanie jest bardzo sensowne z punktu widzenia przyszłości efektywnej promocji firmy w Internecie.

W klipie możemy poznać zespół firmy Agency.com i metody ich kreatywnej pracy… Cała historia zaczyna się od telefonu człowieka z firmy Subway (26245 restauracji w 85 krajach, najlepsza sieć franchisingowa według magazynu Entrepreneur na świecie) proponującemu Agency.com pracę nad “jakimś” projektem. Od momentu odłożenia słuchawki obserwujemy biegających pracowników Agency.com, zebrania, burze mózgów, mind-mapping i uciekający czas…. bo na zaproponowanie rozwiązania firma dostała tylko niecałe 3 dni… W ramach kreatywnych “poszukiwań” i zbierania danych do swojego “projektu” ludzie z Agency.com przeistaczają się w pracowników Subway oraz anonimowo przepytują klientów restauracji… dlaczego (zawsze) wybierają Subway. Jak można przypuszczać klip sam w sobie stanowi szukany projekt dla Subway a przy okazji jest znakomitą reklamą usług kreatywnych i interaktywnych Agency.com (motyw telefonu z tajemniczą propozycją i starania się o zaangażowanie we wspólny projekt to tylko cześć scenariusza nadający sens całemu zamieszaniu podczas następnych minut klipu). Klip jest genialny!

Klipy video reklamujące usługi firmy to nic nowego. Już kilka lat temu agencja interaktywna K2 miała na swojej stronie www pouczający wywiad z jednym ze swoich ludzi a Home.pl – dostawca usług hostingowych – wysyłał swoim nowym Klientom płytę CD na której dodatkiem była prezentacja dynamicznego zespołu firmy. Więc co tak zastanowiło Chris Baggotta? Pewnie to, że korzystając z publicznych miejsc jakimi są serwisy społecznościowe można w darmowy i bardzo efektywny sposób rozprzestrzenić swoją reklamę. Nudny firmowy newsletter, odhumanizowana prezentacja we flashu, klip audio na którum nie można pokazać uśmiechu człowieka i jego pasji zdają się odchodzić do lamusa.

Szczerość popłaca….przypadek Dreamhost

Przypadek amerykańskiej firmy Dreamhost zajmującej się hostingiem, która przez większą część lipca miała poważne problemy z zapewnieniem podstawowego poziomu usług swoim Klientom jest wyjątkowy i niezwykle pouczający.

Pod wiele mówiącym tytułem wpisu korporacyjnego bloga “Anatomia wiecznej katastrofy” Dreamhost szczegółowo opisała przebieg kilkutygodniowej dramatycznej walki z zasilaniem i urządzeniami sieciowymi. Firma w każdym możliwym miejscu przyznała się do swojej niekompetencji, lekkomyślności i braku przygotowania do sytuacji tego typu. Taka właśnie – szczera i bezpośrednia – postawa została doceniona przez Klientów (którzy wcześniej nie mieli nawet możliwości dowiedzenia się dlaczego ich serwis internetowy był offline). Przeglądając i czytając wyrywkowo ponad 300 (!!!) komentarzy do tego blogowego komunikatu nie można znaleźć komentarza oburzenia, frustracji i deklaracji zmiany providera.

Gdyby firma ograniczyła się do tradycyjnego – suchego – komunikatu prasowego (zrzucając winę na problem z dostępem do energii elektrycznej który stanowił 90% przyczyn katastrofy i nie zależał od Dreamhost) reakcje klientów byłyby z pewnością odmienne. Czytając “współczujące” komentarze oraz widząc na ilu blogach jest głośno o analizie “porażki” Dreamhost można odnieść wrażenie, że porażka firmy obróciła się w dobrą reklamę jej usług.

Dlaczego? W końcu Dreamhost walczył zacięcie 24 godziny na dobę, zrozumiał słabe strony infrastruktury oraz własnej organizacji i wyciągnał wnioski. Od teraz być może jest najpewniejszym dostawcą usług hostingowych… iiii przypomina mi się przypadek debiutującego Mercedesa klasy A i jego głośno komentowanych problemów z pozytywnym przejściem “testu łosia” (testu wyjątkowo krętej drogi z ominięciem nagle pojawiającej się przeszkody). W przypadku firmy Mercedes “wada” była zapewne zamierzona a dodany w wyniku ujawnionych “nieprawidłowości” system elektronicznej kontroli trakcji ujęty w pierwotnych kosztorysach. Cała “akcja” z pewnością pozytywnie wpłynęła na decyzje zakupowe potencjalnych klientów Marcedesa.

Kolejny raz przekonuję się, że w blogu może kryć się wymierna siła komunikacji firma-klienci. Druga sprawa… Buzz (szum informacyjny) ma wielką siłę reklamową a żeby z niej skorzystać najtaniej jest popełnić wpadkę :)

Inni o tym samym:

Pomost między starym i nowym światem… Feedblitz.com

Kliknij aby powiększyć…
Feedblitz to jednocześnie znakomity przykład tego jak zrobić dochodowy biznes na połączeniu nowinek (rss) z utartymi, tradycyjnymi rozwiązaniami, które ciągle są i będą w użyciu (newsletter via e-mail)

FeedBlitz to bardzo oprzydatna web-usługa pozwalająca na generowanie automatycznych newsletterów na podstawie źródła RSS. Jak to działa? Tworzymy nowe konto w systemie, podajemy URL źródła RSS tworzonego przez własny system (blog, “zwykłą” stronę), następnie generujemy kod HTML formularza, który wklejamy na własnej stronie. Formularz
umożliwi wpisanie się Internautów na listę odbiorców naszego newslettera. Stworzony przez FeedBlitz newsletter będzie zawierał spis nowo opublikowanych artykułów na naszym portalu wraz z linkami. Newsletter wysyłany jest bez naszej ingerencji z określonym interwałem (pod warunkiem, że źródło RSS wskaże na nowo opublikowaną treść).

Kliknij aby powiększyć…
System rss2email działa naprawdę znakomicie. Na powiększeniu – wiadomość e-mail stworzona ze źródła RSS tego bloga

Oczywiście, z serwisu mogą również korzystać te osoby, które nie chcą (lub nie mogą na przykład w czasie podróży) korzystać z oprogramowania RSS a chcą wiedzieć kiedy nowa treść pojawi się na ich ulubionym serwisie. Wtedy dodając nowe źródło RSS (z obcej witryny lub bloga) nie generujemy formularza lecz dopisujemy się “ręcznie” na listę odbiorców newslettera.

Usługa w swojej podstawowej wersji jest bezpłatna. Obecnie przetwarza ponad 50 000 źródeł RSS(XML) tworząc z nich newslettery wysyłane do setek tysięcy subskrybentów. Chcąc dodać własną grafikę, zmienić szablon wysyłanego newslettera, zmienić interwał wysyłania musimy wykupić płatny abonament.

System jest na tyle ciekawy, że zastanawiam się nad sensownością korzystania z systemów newsletterowych (choćby platformy SARE czy rozwiązań instalowanych na życzenie). Po co tracić czas na ręczne wysyłanie newsletterów skoro proces może być całkowicie zautomatyzowany. Generowanie źródła nagłówków treści w formacie XML jest wyjątkowo proste i w wielu systemach CMS, programach do prowadzenia blogów (jak choćby Wordpress) taka funkcjonalność jest wbudowana w system.

ZadajPytanie.pl na przykład na Pytamy.pl lecz iEkspert.pl już Ci nie odpowie

Kliknij aby powiększyć…
Zadziwiające jakie pytania były najczęściej zadawane w 2005 roku w ASK Yahoo

Koncepcja internetowych serwisów grupujących pytania i odpowiedzi jest wyjątkowo stara. Na początku było AllExperts.com, które funkcjonuje na zasadzie wolontariatu ekspertów w prawie niezmienionym modelu (i szacie graficznej!!!) do dzisiaj. Wybierasz dziedzinę, w której chcesz zadać pytanie, wybierasz eksperta (sugerując się przede wszystkim trafnością jego odpowiedzi w ocenie innych), wpisujesz pytanie i czekasz na odpowiedź. Jeśli Twoje pytanie nie ma charakteru zagadki mistycznej to w przeciągu kilku godzin możesz otrzymać odpowiedź. Później pozostaje tylko ocenić jakość otrzymanej odpowiedzi pomagając w ten sposób innym – szukającym odpowiedzi na podobne pytanie.

W Polsce dość dobrze funkcjonował serwis iEkspert.pl. Oto wspominkowy cytat o nim z działu witryna dnia serwisu PC World Komputer. W iEkspert.pl kandydat na eksperta mógł dodać siebie do listy specjalistów w danej dziedzinie, podobnie jak w serwisie AllExperts.com jego tożsamość i efektywność w udzielaniu rzeczowych odpowiedzi były publicznie znane. Przy dobrej hossie na (nietrudne) pytania, działalność w serwisie mogła całkiem dobrze wpłynąć na kreacje wizerunku firmy, którą reprezentował ekspert.

iEkspert.pl to już jednak odległa historia. Serwis był dobry, dopracowany i przemyślany ale polski Internet zbyt młody aby przedsiewzięcie odniosło komercyjny sukces.

Kliknij aby powiększyć…
Pusta i głupia treść to powoli wyznacznik społecznościowych witryn Web 2.0

W polskim internecie 2.0 pojawiły się serwisy ZadajPytanie.pl oraz Pytamy.pl i wraz z nimi nadzieja na osiągnięcie sukcesu, którego nie udało się osiągnąć serwisowi iEkspert.pl. Niezrozumiała fascynacja tzw. Web 2.0 spowodowała, że stare pomysły na serwisy, które już funkcjonują bądź funkcjonowały (i upadły) wydają się nowe i unikalne po dodaniu do nich elementów “społecznościowych”… Poważnym minusem ZadajPytanie.pl oraz Pytamy.pl jest to, że odpowiedzi mogą być udzielane przez przypadkowe osoby. Nie ma możliwości/potrzeby budowania autorytetu w danej dziedzinie więc odpowiedzi, które możemy przeczytać są zdawkowe i często zupełnie nieprzydatne.

Kliknij aby powiększyć…
Odpowiedź Eksperta z serwisu Google Answers kosztuje… tym więcej zapłacisz tym szybszą i dłuższą otrzymasz odpowiedź…

W portalu gazeta.pl znalazłem kilka komentarzy, które szczególnie odzwierciedlają mój własny osąd na te nowe-stare pomysły.

“Nowym portalom nie wróżę zbytniego powodzenia. “Eksperci” znudzą się odpowiadaniem na te same prymitywne pytania i powstanie portal, jakich wiele: strzępy informacji powielane w nieskończoność (z tymi samymi błędami), wyważanie otwartych drzwi, odsyłanie do nieistniejących źródeł itd.”

“Szukają frajerów, żeby im serwis ludzie robili za darmo, a oni sami będą dupska grzać. Żenada. “

Zdecydowanie najlepszym pomysłem na szukanie właściwych odpowiedzi są dobre mechanizmy wyszukiwawcze i połączenie tradycyjnych wyszukiwarek takich jak Google z koncepcją społecznego udziału i “ludzką” weryfikacją indeksu stron pod kątem ich przydatności. Musimy mieć świadomość tego, że prawdziwa (unikalna) wiedza zawsze słono kosztuje a odpowiedzi na typowe pytania znajdują się na setkach stron, licznych forach i wielu grupach dyskusyjnych. Google o tym wszystkim wie i ich serwis ekspercki jest odpłatny. Płacąc zadajesz sensowne pytanie i otrzymujesz sensowną odpowiedź.

Fakty, ludzie, pieniądze i kilka błędów

Dzisiejsze “fakty, ludzie, pieniądze” – całkiem potrzebny i informatywny program nadawany w TVN 24 poświęcony przedsiębiorczości został częściowo poświęcony Internetowi.

Przedmiotem rozważań i wywiadów (m.in. z Igorem Janke, Krzysztofem Urbanowiczem) były przede wszystkim: rynek reklamy internetowej w Polsce oraz blogi i ich dochodowość…

Kliknij aby powiększyć…
Sławna strona Million Dollar Homepage miała wiele naśladowniczek, przestrzeń z polskich edycji sprzedawana była nawet na allegro.pl, żałuje że nie zrobiłem wtedy zrzutu ekranu

Program potraktował blogowanie i blogosferę wyjątkowo pobieżnie i sprowadził blogi do nośników reklam. Według mnie postrzeganie blogów w kategorii inwestycji, która ma się zwrócić bezpośrednio (np.: z reklam umieszczonych na nim) jest objawem braku zrozumienia dla całego zjawiska.

Blogi służą przede wszystkim kreacji wizerunku i generowaniem ruchu dla innych witryn (których komercyjny charakter jest widoczny od razu po wejściu na nie). Umieszczenie reklam na blogu to zabicie go. Blogi cieszą się rosnącą popularnością dlatego, gdyż są jednym z niewielu miejsc w których nachalna reklama internetowa nie występuje. Sposób pisania, specyficzna, otwarta postawa autora-bloggera w połączeniu z migającymi reklamami dałyby mało szczerą kombinację a właśnie dzięki szczerości blogi uzyskały swoją popularność.

Kilka sprostowań do wypowiedzi jednego z Gości programu:
Strona, która pozwoliła “biednemu” studentowi stać się bogatym nie nazywała się One Million Page a Million Dollar Homepage.
Piksele (przestrzeń na ekranie/stronie) sprzedawane przez właściciela strony nie miały wymiarów centymetr na centymetr (piksel to najmniejszy punkt, który może wyświetlić dany monitor na ekranie). Gwoli uzupełnienia… na stronie Million Dollar Homepage znajduje się dokładnie milion pikseli i wszystkie zostały sprzedane. Minimalna wielkość przestrzeni podlegającej sprzedaży wynosiła 100px (np.: kwadrat 10 na 10 pikseli) a cena jednego piksela została ustalona na 1 USD….stąd właściciel strony zebrał okrągły milion dolarów (no chyba że stosował rabaty dla hurtowników :-). Firmy, którym udało się wykupić kawałek przestrzeni na wspomnianej stronie mają swój udział w Historii Internetu.

Coż, fakty nie zawsze muszą być faktami faktycznymi :) ale dobrze że mówi się w programach poważnych o Internecie w ogóle bo zasługuję on (od dawna) na pełną powagę.

Impresja na temat świadomego wpływania na Google

O tym jak zdobyć wysoką pozycję w Google powstało tak wiele stron internetowych, forów, grup dyskusyjnych, że ciężko je wszystkie przeczytać (a nawet zliczyć). Pewnie samo Google zastanawia się dlaczego w miarę przejrzysty i logiczny algorytm ustalania pozycji strony w indeksie stron jest przedmiotem para-naukowych badań, analiz i mitów. Ale tym więcej się piszę o Google tym lepiej dla Google :) Pożądanie bycia na szczycie wyników jest bardzo zauważalne i odczuwalne i nie można zupełnie się temu zjawisku dziwić skoro dobry wynik to najlepsza forma dotarcia do potencjalnego klienta. Powstało wiele firm, które przypisują sobie pole działalności jak optymalizacja stron, pozycjonowanie stron, SEM, SEO. Osobiście uważam, że nie ma czegoś takiego jak pozycjonowanie i działalność w/w firm jest wykorzystywaniem powszechnej niewiedzy.

Tak naprawdę liczy się treść, dobra treść i stały jej “dopływ”. Wszelkie kombinacje jak wpychanie w kod strony niezliczonej ilości słów kluczowych oraz cała rzesza działań uznanych powszechnie za nieetyczne kończą się prędzej czy póżniej źle (np.: wyrzuceniem danej strony z indeksu Google na kilka miesięcy).

Faktem jest, że strona powinna być zoptymalizowana pod wyszukiwarki, linki do poszczególnych pod-stron powinny mieć postać “opisową” (np.: zamiast “domena.com/strona.php?id=4″ “domena.com/nazwa-usługi.html”) a same nagłówki artykułów pisane z zamysłem. Trzeba zaznaczyć, że Polacy muszą się bardziej natrudzić w kwestii optymalizacji treści pod wyszukiwarki niż np.: kraje anglojęzyczne. Deklinacja i koniugacja skutecznie utrudniają nam sprawę. Pisząc tekst na stronę internetową warto pisać ew. słowa kluczowe/nagłówki w takiej postaci w jakiej ktoś mógłby je wpisywać w wyszukiwarkę Google czyli najczęściej w mianowniku a nie z końcówkami “ą”, “ę”, “ów”, które najczęściej nam się przydarzają chcąc pisać po ludzku…

Kliknij aby powiększyć…
Pseudo-artykuł – ciąg podlinkowanych słów kluczowych, który dla człowieka nie ma żadnej wartości

Jak powszechnie wiadomo ważne są też linki z innych serwisów prowadzące do naszej treści i na ten element mamy zdecydowanie mniejszy wpływ. Mniejszy wpływ nie oznacza że nie możemy nic z tym zrobić – przykładowo możemy pisać komentarze do artykułów na innych stronach. Często w takich komentarzach możemy umieścić link do naszej strony.

Artykuł Using Flash In Good Web Design opublikowany na CaveJunctionNews.com jest znakomitym przykładem realizacji złudnej wizji pozycjonowania stanowiąc – przy okazji – przykład nieetycznego podejścia do tego tematu. Artykuł ten nie ma żadnej realnej wartości dla Internauty lecz zawiera ponad-standardową liczbę linków (7) do dokładnie tej samej witryny. Linki te oczywiście zawierają odpowiednie słowa kluczowe… co dowodzi, że zamysłem autorów nie była kreacja wizerunku firmy posiadającej jakikolwiek know-how a próba wpłynięcia na wyniki wyszukiwania w Google.

Przypomina mi się stare hasło: “Content is the King”… i dziwi mnie że tak rzadko jest realizowane.

Jedno rozwiązanie na wszystkie potrzeby…

Kliknij aby powiększyć…
Laptop dla każdego dziecka. Fajnie byłoby gdyby inicjatywą objęto również Polskę.

Od wielu lat jesteśmy świadomymi i nieświadomymi świadkami postępującej konwergencji. Telekomunikacja, multimedia, radio, telewizja to dziedziny, które coraz rzadziej wymieniane są oddzielnie. Od czasu kiedy udało się osiągnąć zadowalającą szybkość przesyłu danych przez Internet i okazało się, że wzbudza on ekscytację u stale rosnącej rzeszy ludzi, Internet “zjada” inne kanały, inne media, dla których wcześniej był jedynie mało znaczącym (uzupełniającym) medium reklamowowym. Nawet pozornie zniewoleni tradycyjnymi kanałami netPolacy względnie powszechnie korzystają z tv, radia czy telefonii przez Internet (vide: ostatnie badania GEMIUS).

Poza przełamaniem barier psychologicznych, zdecydowaną rolę w powyższym zjawisku odegrało opracowanie technologii przesyłu audio i wideo na żądanie (ang. Streaming). Tradycyjne radio włącza się i ……….. gra. Tradycyjny telewizor włącza się i……pokazuje on wybrany program. “Natychmiastowość” była kluczowym czynnikiem sukcesu przeniesienia tradycyjnych mediów na grunt Internetu a streaming i efektywne metody kompresji sygnału były potrzebnymi rozwiązaniami. Real, Shoutcast, Quicktime to najstarsze technologie przesyłu multimediów w czasie rzeczywistym. Internet ma jednak to do siebie, że adaptuje najbardziej popularne rozwiązania do nowych zastosowań. Macromedia Flash (dzisiaj część koncernu Adobe), początkowo wykorzystywany głównie do tworzenia nieużytecznych stron internetowych, dzisiaj wykorzystywany jest przede wszystkim do transmisji audio i wideo przez serwisy jak amazon.com, youtube.com czy video.google.com (w końcu ponad 90% Internautów ma zainstalowany plug-in Flash w swojej przeglądarce).

Może wkrótce i nasz prezydent zagości na iPodach

Prezydent G.W. Bush uprawia podcasting. Trafia ze swoim cotygodniowym orędziem do setek tysiący przenośnych odtwarzaczy mp3 i komputerów stacjonarnych. Jak tylko odtwarzacze mp3 zostaną wyposażone w bezprzewodowy Internet, słowo ‘radio’ może nabrać o wiele szerszego znaczenia. Cudowne jest to, że marzenie wielu ludzi, aby nadawać w eter, nie wymaga żadnych nakładów finansowych ani wiedzy technicznej. Tworzysz i publikujesz za darmo.

Wspaniałe jest to, że rozwój technologii opartych o Internet odbywa się zgodnie z głosem zwykłych użytkowników i ich potrzeb a nie licznych grup interesów. Można śmiało powiedzieć, że Internet jest w tym zakresie wyjątkowy bo w innych dziedzinach życia to raczej producenci narzucają nam (najbardziej dochodowe dla nich) rozwiązania. Niestety sama (nie)powszechność Internetu to już wynik nie barier technologicznych, nie barier kosztowych a nieprzypadkowej polityki. Polityki wielu koncernów, wielu instytucji i wielu ludzi. Wyobrażmy sobie samochody jeżdzące na alternatywnym paliwie (co technologicznie jest możliwe i przy odpowiedniej skali produkcji mogłoby być tańsze)…co by się stało? Najprawdopodobniej wiele Państw by zbankrutowało, miliony osób straciły pracę… Wyobrażmy sobie, że wszyscy rezygnują z abonamentu telefonicznego i zakładają sobie tańsze i mobilniejsze rozwiązania VoIP… Wyobrażmy sobie, że nikt nie kupuje miesięczników w kioskach… i czyta wersje elektroniczną panoszącą się w sieciach p2p. Aż ciarki chodzą po plecach :)

A tak przy okazji, czy możesz sobie wyobrazić reklamę programu w tradycyjnej telewizji, który będzie nadawany wyłącznie za pośrednictwem Internetu? Ja (już) mogę.

iThink that Web 2.0 wyłączył sporo mózgów

Kliknij aby powiększyć…
iThink.pl – kolejny serwis Web 2.0

Ręka do góry kto jeszcze nie pomyślał o stworzeniu własnego serwisu Web 2.0. Brak rąk w górze? Tak myślałem…

iThink.pl to platforma do publikacji własnych artykułów i wizja tworzenia tzw. dziennikarstwa obywatelskiego, pisania z potrzeby wyrażenia się a nie dla zarobku. Ten kogo nie chce Newsweek ani Przekrój może wypowiedzieć się na łamach iThink.pl i zgarnąć komentarze, np. aby nabrać pewności siebie albo finalnie zakopać się w piachu.

Nieodzownym elementem witryn Web 2.0 jest licencja Creative Commons pozwalająca na dalsze niekomercyjne rozpowszechnianie treści

Nie chciałbym się wypowiadać odnośnie do poziomu merytorycznego jakie reprezentują niektóre artykuły gdyż jest to kwestia niezależna od twórców serwisu, chciałbym natomiast rzucić kilka frazesów co do użyteczności iThink.pl jako serwisu internetowego dla Internautów, którzy korzystają również z serwisów NieWeb2.0.

Fascynacja tworzeniem niezliczonej ilości serwisów Web 2.0 przypomina mi fascynację macromedia flash. Swego czasu furorę robili webmasterzy potrafiący przełożyć własną interpretację misji firmy na kaskadę ruchu, dzwięku, kształtów i kolorów. Komunikacja i potrzeba jasnego i łatwego dotarcia do Internauty była trzeciorzędna. Flash był na topie i ten kto nie inwestował w skaczącą nawigację i obracające się logo zdawał się nie chcieć istnieć.

Podstawowy element każdego serwisu Web 2.0 to możliwość oceniania treści

Z nadejściem serwisów Web 2.0 problem pojawił się ponownie. Wiadomo jakie są wyznaczniki Web 2.0 i wiadomo że trzeba je mieć wszystkie bo inaczej – nie daj Boże – ktoś stwierdzi że dany serwis to tylko Web 1.9! Web 2.0 to przede wszystkim chmurka tagów – symbolizująca najczęściej pojawiąjące się słowa kluczowe którymi opisują treść Internauci, możliwość oceniania i komentowania oraz licencja creative commons uprawniająca do dalszego niekomercyjnego rozprowadzania treści uznająć pierwotne autorstwo.

Określone wyznaczniki co jest Web 2.0 a co nie jest i fakt że wszystko musi być Web 2.0 powodują, że wpycha się do serwisów WWW elementy Web 2.0 niezależnie czy będą służyły czemukolwiek lub komukolwiek czy nie. Jak w przypadku Flasha, kwestie użyteczności, LOGIKI, dostępności i funkcjonalności znowu gdzieś zaginęły i znowu musimy czekać aż powrócimy do definicji serwisu WWW jako medium umożliwiające dwustronną, łatwą i jednoznaczną komunikację.

Kliknij aby powiększyć…
Wersja do łatwego czytania jest tak samo nieczytelna jak standardowa

iThink.pl jest przykładem tego, że nie liczy się dostępność ani użyteczność – liczy się wciśnięcie wszystkich elementów Web2 .0 w serwis WWW niezależnie od tego czy są one adekwatne do charakteru przedsięwzięcia czy nie. Tekst na stronie iThink.pl jest małoczytelny, wersja “do łatwego czytania” [?!?!?!] jest tak samo nieczytelna. Wszystkie “niezbędne” elementy tworzące serwis Web 2.0 są sklejone bardzo tanim klejem. Moim powątpiewaniem obdarzam “chmurkę tagów” i jej sens istnienia w tym serwisie skoro podstawowym mechanizmem klasyfikowania jest dominująca tematyka artykułu wedle oceny samego autora. Wybieram artykuły z dziedziny “Hobby” i co….. obok widze że Internauci “otagowali” te artykuły jako “hobby”. Czy mam w związku z tym jakąś dodatkową wiedzę? Raczej nie. Czy mam jakąś dodatkową funkcjonalność? Raczej nie.

Sprawa “chmurki tagów” zupełnie inaczej przedstawia się w serwisach z fotkami czy linkami. Tworzenie 1000 kategorii które mogłyby pomieścić różne fotografie jest bez sensu. Danej fotki czasami nie można jednoznacznie sklasyfikować. Wyszukiwanie tego co chcemy podająć kilka słów kluczowych to genialne ułatwienie. W serwisach typu Gwar.pl i Wykop.pl chmurka tagów to potężne narzędzie socjologiczne…..wiemy co w danej chwili jest “gorące”. Jakie tematy są aktualnie najczęściej czytane. Zbieżność między bieżącymi wydarzeniami o kształtem “chmurki tagów” jest zaskakująca.

Wg mnie tzw. chmurka tagów nie ma racji bytu na iThink.pl

iThink nie jest wcale unikalny ale dobrze że jest. Każdy może wypisać się do woli a ci co nie chcą pisać aby pisać mogą sobie poczytać, pogłosować i mieć poczucie że też “wpływają” na kształt serwisu. Treść oparta jest na licencji Creative Commons – możecie ją sobie zabrać i opublikować u siebie nie płacać autorowi (Uwaga! tylko dla celów niekomercyjnych i z podkreśleniem oryginalnego autorstwa).

Wiecie dlaczego serwisy Web 1.72 są lepsze od serwisów Web 2.0? Dlatego, że mając swój własny serwis internetowy (np. w formie bloga) blog można sobie pisać samemu i we własnym mniemaniu nie ma się do czynienia ze śmietnikiem. Serwisy tworzone przez Internautów to coraz większy bajzel za który nie można nikogo konkretnego winić.

Ja na przykład jestem bardzo zadowolony z tego wpisu. Pewnie boli Cię że nie możesz kliknąć na malutki minusik i “skopać” go w dół. Ha!