Skip to content

PR w Internecie czyli życie e-produktu poddawanego (trafnym) modyfikacjom

Czy uruchomienie niedopracowanego serwisu www, niedopracowanej web-aplikacji jest falstartem? Moim zdaniem NIE jeśli jest to uczynione świadomie (…..a tak dość często bywa)

W naszej błogiej sferze (zwanej przeważnie blogosferą co niestety semantycznie pozbawia ją adoracyjnego charakteru) grzmią ostatnio wyjątkowo głośno dwa tematy: start długo zapowiadanego e-marketu spożywczego frisco.pl oraz start równie długo zapowiadanego serwisu informacyjnego dziennik.pl towarzyszącemu papierowemu Dziennikowi.

Zarówno "pierwsze wrażenia", elementy składające się na estetykę, funkcjonalność, użyteczność i architekturę informacji zostały powszechnie dość szczegółowo zdekonstruowane i skomentowane przez osoby zajmujące się komentowaniem bieżących e-zjawisk a także profesjonalnymi usługami internetowymi.

W praktyce marketingowej dość często wprowadza się wybrakowany produkt na rynek, którego uzdatnienie i modyfikację ma się już wpisaną w strategię marketingową i koszty :)

Dzieje się tak z kilku powodów:

  1. Krytyka często rozprzestrzenia się lepiej niż wyrazy zachwytu (koszty przebicia się przez szum informacyjny są generalnie cągle rosnące)
  2. Zebranie i agregacja informacji (=feedbacku) ex post od uzytkowników są często tańsze niż wszelkie badania i opracowywania ex ante 
  3. Konsumenci a szczególnie Internauci lubią mieć wpływ na kształt serwisu i wprowadzenie zmian zgodnie z ich sugestią jest bardzo dobrym narzędziem "pro-lojalnościowym"
  4. Wszelka krytyka, która często zostaje sukcesywnie wcielona jest też powodem aby na nowo podjąć temat i wyręczyć firmę z działań PR

W każdym razie….

dziennik.pl oraz frisco.pl otrzymały za darmo dość dobrą analizę użyteczności i kolejne wersje tych serwisów bedą z pewnością lepiej dopasowane do oczekiwań…

Polecam lekturę tych impresji i analiz

Przyjmując, że profesjonalna analiza funkcjonalności, architektury informacji i dostępności to wydatek rzędu kilkunastu tysięcy złotych powyzsi Bloggerzy zasługują conajmniej na uściski prezesa frisco.pl i redaktora naczelnego dziennik.pl……i oby tak się stało.

Oczywiście nie jestem w stanie TERAZ ocenić na ile świadomy PR i marketing kryje się za dziennik.pl i frisco.pl ale wszystkim projektantom serwisów, którzy marnują niepotrzebnie czas i pieniądze na wieczne dopieszczanie swojego projektu polecam wystartowanie z nim jak najszybciej i uruchomienie np.: bloga aby pracować nad swoim dziełem wraz z przyszłymi użytkownikami……..krytyka to naprawdę cenna sprawa a wszelkie badania i testy warto "przerzucić" na użytkowników.

UPDATE – dziennik.pl – opinii, analiz jest o wiele więcej:

 UPDATE #2 – dziennik.pl

 

 

 

{ 9 } Comments

  1. Celek | 29.11.2006 at 02:26 | Permalink

    aa to ciekawe … nie wiedziałem że tak też można

    swoja drogą jak popatrzeć na niektóre fakty marketingu tradycyjnego – choćby przypadek mercedesa klasy a – wieki temu to możesz mieć rację

    dzięki

  2. eof | 29.11.2006 at 09:48 | Permalink

    z mojego pkt widzenia to klasyczne `win-win`. Dziennikarze zwykle proszą nas o komentarze, a my ich chętnie udzielamy, bo to i dla nas darmowy PR. oto komentarz e mojego kolegi Michała Smyka z Zentropy ad dziennik.pl:

    http://www.mediarun.pl/news/id/18438
    http://www.internetstandard.pl/news/103075.html

    Co do strategii wprowadzania na rynek wybrakowanego produktu – nie byłbym aż takim optymistą w przypadku serwisów www. Sądzę, że to zwyczajny brak kompetencji twórców niestety.

    ukłony

    eof @ http://offline.pl

  3. Blog o Internecie | 29.11.2006 at 14:24 | Permalink

    @eof
    bardzo dziekuje za komentarz

    słowo `wybrakowany` moze nie oddaje sensu ale musisz przyznać że nieskończone `dopieszczanie` jest bez sensu bo zdanie kilku ludzi (a nawet kilkunastu) moze sie rozmijac z koncowymi uzytkownikami i warto tak wszystko zogranizowac aby dac im szanse sie wykazac

    pozdrawiam

  4. eof | 29.11.2006 at 14:46 | Permalink

    nieskończone dopieszczanie nie miałoby miejsca, gdyby serwis był projektowany przy zastosowaniu odpowiedniej metodyki prowadzenia projektów, najlepiej z udziałem przedstawicieli odbiorców, którzy szybko wyłapią większość błędów już na bardzo wczesnych etapach projektowania. Niestety nadal zbyt często projektant wie lepiej, co jest dobre dla jego odbiorcy i wychodzą kwiatki, które następnie trzeba `dopieszczać`…

    ukłony

    eof

  5. Blog o Internecie | 29.11.2006 at 15:18 | Permalink

    @eof

    true, true that!

    mozna to smialo rozciagnac na inne branze… wiekszosc projektow w polsce jest realizowana na zasadzie `wydaje mi sie`

    w przypadku internetu winic nalezy nas samych ze w zaden sposob nie wychodzimy z wiedza poza internet – o klient ktory nie ma pojecia jak powinno wygladac profesjonalne podejscie do projektowania www raczej nie bedzie mogl takowego wyegzekwowac a typowy wykonawca chce szybko zrobic i szybko skasowac wiec czasu na jakiekolwiek analizay i badania, spojrzenie z boku nie ma (to tez jest typowo polskie :)

    pozdro wielkie.

  6. Blog o Internecie | 29.11.2006 at 15:22 | Permalink

    @eof

    musisz sie tez ze mna zgodzic ze dziennik.pl poki co korzysta na tej sytuacji :)

    tyle wejsc i wyswietlen (rowniez reklam) w innym przypadku moglby nie miec

    ogolnie to nie sledze IS, Wmedia i Mediarun wiec kiedy zobaczylem ze ludzie z branzy sie az przekrzykuja w swych opiniach dosc mocno sie zdziwilem

    no ale kazdy chce zaistniec (jeszcze bardziej:-)

    i podkreslilbym jeszcze raz role EDUKACJI o internecie bo naprawde ciezko sie pracuje (wbrew pozorom) z klientem ktory nie ma pojecia o internecie (a zapewne tak mozna okreslic zarzad Dziennika

    uszanowanie.

  7. Mikołaj | 30.11.2006 at 09:17 | Permalink

    To przekrzykiwanie się jest jednym z powodów, dla których nie straciłem paru godzin na analizę i wskazywanie błędów projektu. Narobię się jak wół, a kasy nikt za to nie zapłaci. Na promocję mam parę innych metod ;)

    Wracając do projektowania serwisów — zapomnieliście obaj o jeszcze jednej rzeczy — wymaganiach klienta. Czasem projektant nie ma wpływu na efekt końcowy, bo dobry projekt zostaje zmasakrowany przez klienta.
    To on `płaci i wymaga`, więc jeśli stonowana zieleń i pomarańcz są w projekcie ostatecznym zastąpione przez swoje oczoj…kochliwe odpowiedniki, to nie zawsze jest to wina projektanta. Obawiam się, że w wielu przypadkach nie pomoże ani nasza wiedza, ani edukowanie klientów…

  8. Blog o Internecie | 30.11.2006 at 19:11 | Permalink

    Mikołaj

    zgoda… ale internetowo wyedukowany klient to mniejsza szansa ze bedzie sie domagal czegos czego doswiadczona firma webdeveloperska musialaby sie wstydzic

    ja generalnie powtarzam ciagle to samo… wszystko co sie dzieje a co ma charakter edukacyjny dzieje sie generalnie w gronie osob juz uswiadomionych, czesto branza dla branzy, wszelkie konkursy, wyroznienia, stowarzyszenia to tylko kółka adoracyjne aby wesprzeć działania PRowskie…

  9. Mikołaj | 07.12.2006 at 10:52 | Permalink

    Ależ oczywiście, zgadzam się w 100%, że wyedukowany internetowo klient jest mniej `awanturujący się`. Gorzej, że wielu niewyedukowanych nie chce się edukować, bo oni wiedzą lepiej. Trudno przekonać faceta w wieku ~50 lat, że jakiś 20-latek wie więcej od niego. On to automatycznie przełoży na swoje doświadczenie, które mu powie `ten gówniarz jest młodszy od mojego syna, co on może wiedzieć`. Czyli oprócz edukacji trzeba nam też zwalczać opór materii ;)

Post a Comment

Your email is never published nor shared. Required fields are marked *